Wartości rodzinne: doświadczenie młodej rodziny
Cześć! Poznajmy się: jesteśmy młodą rodziną, Bohdan i Ola, rodzice dwojga maluchów.
Eee… rodzina, nwet, młodzieżowa przestrzeń edukacyjna — jak to jest powiązane? Wszystko jest proste: razem z Olą jesteśmy częścią tej samej młodzieży, która uczestniczyła w programach edukacyjnych, a później sami staliśmy się aktywnymi organizatorami tej przestrzeni. Właściwie to właśnie stanowi centrum naszej małej rodziny: wspólna edukacja i wspólne wartości. Czasem słyszę pytania w stylu: a jak edukacja nwet pomaga w przyszłości, kiedy już ma się rodzinę? Przecież wtedy nie jesteście już tą beztroską młodzieżą zajmującą się samorozwojem i wolontariatem. Jest praca, biznes, dzieci, odpowiedzialność… A będąc już w wojsku, obserwowałem, jak rozpadały się młode rodziny moich towarzyszy broni. To chłopcy i dziewczęta młodsi lub starsi ode mnie, każdy z nich ma dzieci. Ale w krytycznym momencie ich relacje nie przeszły próby czasu i odległości. Dla nas z Olą to kolejne potwierdzenie, że rodzina powinna opierać się na uniwersalnych wartościach: wierności, uczciwości, odpowiedzialności, poświęceniu. Bez solidnego fundamentu takie relacje są skazane na upadek. To właśnie nasze obserwacje i refleksje na temat relacji rodzinnych zainspirowały nas do przedstawienia tego w formie artykułu.
Na pierwszy rzut oka jesteśmy bardzo różni — przede wszystkim około 30 cm różnicy 🙂. Ja wyglądam na spokojnego, zrównoważonego. Ola natomiast jest energiczna i ekspresyjna. W czasach studenckich nie zwrócilibyśmy na siebie uwagi, tym bardziej że nie spotkalibyśmy się nigdzie, bo studiowaliśmy w różnych częściach Ukrainy. Pochodzimy z różnych rodzin i oczywiście każda rodzina ma swoje tradycje i wzorce zachowań. Jednak dzięki działalności wolontariackiej i edukacyjnej przestrzeni nwet mieliśmy okazję się poznać i współpracować. To właśnie wspólne wartości, spojrzenie na przyszłość, rodzinę i życie małżeńskie stały się solidnym fundamentem naszych dalszych relacji (które nadal się rozwijają).
Przez ponad pięć lat życia rodzinnego, zarówno razem, jak i osobno, doświadczyliśmy wielu wyzwań. Pierwszym z nich były relacje. Na początku byliśmy w delegacjach, czasem za granicą, dlatego przechodziliśmy próbę odległości i uczyliśmy się budować relacje na odległość, online.
Początek życia rodzinnego — COVID, wszystko zamknięte, pracowaliśmy online. Zaczęliśmy spędzać zbyt dużo czasu razem. Nawet zaręczyny były na zapis i prawie bez gości. Za to podczas sesji zdjęciowej nikt nie przeszkadzał 🙂. Nawiasem mówiąc, właśnie doświadczenie działalności w przestrzeni nwet jako mentorzy i organizatorzy, sam coliving — to wszystko pomagało i pomaga budować relacje, szukać porozumienia i rozwiązywać problemy. Uważam, że to bezcenne i najlepsze doświadczenie, jakie może dać jakakolwiek platforma edukacyjna — empatia i miłość do ludzi.
Potem — ciąża i pilna przeprowadzka do obwodu lwowskiego przed pełnoskalową inwazją. Oboje zachorowaliśmy tam na COVID, izolacja. Potem około godziny 6 rano — bombardowanie w pobliżu… W tamtym czasie zaczęła pomagać wspólnota przyjaciół i wolontariuszy: pisaliśmy do siebie, dzwoniliśmy, wspieraliśmy się nawzajem. Zarejestrowałem się w lokalnym centrum mobilizacyjnym — pracownica dała odroczenie ze względu na ciążę (do dziś pamiętam jej dobroć). Chodziliśmy na wolontariat, pleciono siatki. Jesienią 2022 roku urodził się nasz starszy syn — Natan. Przez kilka miesięcy mogłem opiekować się nowym członkiem rodziny, a zimą wyjechałem na wojnę… Powiedzieć, że się martwiliśmy — to nic nie powiedzieć. Nie wiedzieliśmy, czy w ogóle wrócę.

Zdjęcie w pobliżu kopalni w obwodzie donieckim
Tak Ola została sama z dzieckiem (a później z dziećmi) — to wyzwanie.
To naprawdę obciąża psychicznie. Bo dziecka nie można porzucić ani o nim zapomnieć. W każdym stanie trzeba codziennie się nim zajmować. Ratowało mnie to, że mam męża, z którym mogę szczerze porozmawiać o swoim stanie i sytuacji.
Na początku komunikowaliśmy się krótko, tekstowo (o ile było to możliwe). Z czasem ustaliliśmy zasadę: raz na 12 godzin dawałem o sobie znać — do tego czasu nie trzeba się martwić w przypadku braku odpowiedzi. A kiedy moja służba trochę się ustabilizowała, zaczęliśmy dzwonić do siebie w ciągu tygodnia. Taka komunikacja dodawała nam sił: dzieliliśmy się trudnościami, lękami, słuchaliśmy się nawzajem, dawaliśmy sobie rady. Żartobliwie zacząłem nazywać Olę swoim psychologiem. Każdy pełnił swoją służbę, na swoim froncie. Bardzo trudno zrozumieć sytuację żony, bo nie byłem „w jej skórze”. Czasem próbowałem dawać rady, które były logiczne dla mnie, ale zupełnie nieprzydatne dla Oli. Dlatego starałem się bardziej ją słuchać, by zrozumieć, czym żyje.
Tak naprawdę „mnie” jakby nie ma. Mogę dużo opowiadać o tym, jak syn się bawi, czego się nauczył… A kim ja jestem w tym wszystkim? Po prostu mamą. Jakby wszystko, co potrafiłam i kim byłam wcześniej, przestało mieć znaczenie. I w takim stanie nawet nie wiem, czego chcę. No dobrze, prześpię się albo pójdę pod prysznic — ale odpowiedzialność za dziecko nigdzie nie znika. To na zawsze.
Podjęłam decyzję: skoro jestem w roli mamy, będę uczyć i rozwijać dzieci, żeby były przykładem dla innych (oczywiście nie wszystko mi wychodzi, bo jestem tylko człowiekiem i też się załamuję). Na przykład nasz syn wcześnie i dobrze zaczął mówić.
A ja w tym czasie stałem się „tatą przez telefon”. Podczas mojego pierwszego urlopu Natan (już siedząc) patrzył na mnie, a ja patrzyłem na Natana — poznawaliśmy się, przyzwyczajaliśmy do siebie.

Podczas wakacji
Do dziś pamiętam, jak wszedłem w mundurze do domu — na dywanie siedzi syn i się bawi. Zauważył mnie i zaczął uważnie śledzić każdy ruch: przez jakiś czas po prostu się obserwowaliśmy. Kiedy wyjeżdżałem na wojnę, jeszcze leżał jak niemowlę… Byłem w szoku, widząc go „tak dużego” na żywo. Nie potrafię dobrać słów, by opisać te uczucia…
Oczywiście cała praktyczna opieka nad dziećmi spadła na barki Oli.
Przy wychowaniu pierwszego dziecka byłam całkowicie mu oddana. Jedno dziecko i nic nie rozprasza. Wszystko robiliśmy razem i mieliśmy swój vibe.
Czas mija, wojna się nie kończy. Pozostaję żywy, więc zaczęliśmy ostrożnie myśleć o przyszłości. I Bóg dał nam po trzech latach córkę — Liję. To był duży krok, który długo omawialiśmy, ale ostateczna decyzja należała do Oli, bo to ona miała wziąć na siebie opiekę w przyszłości.
Gdy pojawia się drugie dziecko, pierwsze nigdzie nie znika. Teraz dzieci jest dwoje, a ja jestem sama. Szczerze — to bardzo trudne: fizycznie trudno — to jeszcze nic. Ale psychicznie — to po prostu katastrofa:
- mam wyrzuty sumienia, że nie poświęcam wystarczająco dużo uwagi starszemu;
- że się załamuję;
- że fizycznie nie mam wystarczającego wsparcia.
Stałam się bardziej nerwowa.
Przy pierwszym dziecku Ola poświęcała cały czas synowi, a przy pojawieniu się córki odrzuciła lub nie zwraca uwagi na wiele rzeczy wokół (bo mózg i tak jest zajęty dwójką dzieci i wszystkim wokół nich — karmienie, spacery, przychodnie…).

Podczas urlopu macierzyńskiego
Więc jaki jest związek między przestrzenią nwet a naszą rodziną? Jak już mówiliśmy — to wspólna edukacja i doświadczenie zdobyte podczas aktywnej działalności. Najważniejsza dla nas jest wierność między mężem a żoną. To naprawdę solidny fundament, na którym można budować rodzinę. Innych opcji nawet nie rozważamy.
Ola:
Szczerość. To w ogóle cecha, którą cenię w ludziach. A dzięki takiej edukacji praktykujemy ją w naszej rodzinie. Mąż to jedyna osoba, której ufam i której mówię wszystko, co mam w sercu. Takiego doświadczenia wcześniej nie miałam. Rozmowy o charakterze wewnętrznym. O przeżyciach, trudnościach, stanie duszy spokojnie rozmawiamy z mężem. Tego nauczyliśmy się lub pogłębiliśmy już będąc w nwet.
Dla mnie to był szok kulturowy — zobaczyć inne środowisko, inny poziom. I zajęło trochę czasu, aby zacząć uczciwą, szczerą komunikację, szczególnie z płcią przeciwną. Szczerze mówiąc, nie pamiętam, kiedy wcześniej prowadziłem takie rozmowy przed poznaniem ludzi z nwet. Ale do dziś ciepło wspominam wiele rozmów jako uczestnik i organizator przestrzeni nwet. Dzięki nim staliśmy się sobie bliscy. I to doświadczenie pomaga mi zarówno w rodzinie, jak i w służbie.
Jak już mówiliśmy na początku, jesteśmy różni, ale wewnętrznie się uzupełniamy. To niesamowite. Ola bardziej lubi zajmować się praktycznymi sprawami i szybko wyczuwa atmosferę, otwiera serca ludzi. Ja myślę bardziej globalnie, technicznie i racjonalnie. Ola mówi, że potrafię ugasić ogień, gdy zalewają ją emocje. Oczywiście nie jesteśmy ekspertami od szczęścia rodzinnego i mamy nieporozumienia oraz konflikty dnia codziennego (gdy jestem na urlopie). Jesteśmy młodą rodziną, która próbuje badać i praktykować uniwersalne zasady, z którymi zetknęliśmy się w przestrzeni nwet. Chcemy też zainspirować tych, którzy jeszcze nie mają rodziny, do świadomego przygotowania się. Bo jak pokazuje nasze skromne doświadczenie, to, jaki będzie początek, zdeterminuje wasze życie na najbliższe lata — i nie tylko.
Na koniec pozwolimy sobie dać kilka rad młodszym czytelnikom, którzy jeszcze nie rozpoczęli życia rodzinnego:
- jeśli nie ma wierności, nie warto zaczynać relacji;
- pracuj nad swoim charakterem: bądź odpowiedzialny i doprowadzaj sprawy do końca (bo bez odpowiedzialności nie da się codziennie wstawać i wychowywać dzieci);
- kontynuuj naukę i odkrywaj, czym jest rodzina i jaką chcesz ją widzieć;
- ucz się troski i poświęcenia dla bliskich, mimo „nie chcę” i „nie mogę”.
Zapraszamy też na naszą rodzinną stronę @pupsimya.
UK
EN

