Śpiączka scrollowania
Wyobraź sobie, że nie sięgamy po telefon w każdej wolnej chwili, żeby scrollować i sprawdzać media społecznościowe. Co byśmy na tym zyskali?
Spis treści
Era phono sapiens
W dzisiejszych czasach trudno wyobrazić sobie życie bez stałego kontaktu z innymi i bez świadomości tego, co dzieje się na świecie. Z jednej strony to super, że jesteśmy poinformowani o wydarzeniach na świecie: wiadomości są teraz bliżej nas, mamy dostęp do niezliczonej ilości informacji. Z drugiej strony stajemy się coraz bardziej oddaleni od siebie nawzajem, przeciążeni informacjami i nieświadomie tracimy mnóstwo czasu w gadżetach.
Coraz popularniejszy staje się termin phono sapiens — gdy zostawiamy telefon w domu albo w innym pokoju, czujemy dyskomfort, pojawia się wrażenie, że czegoś nam brakuje, pojawia się niepokój, a nawet panika. To pokazuje, jak bardzo gadżety stały się częścią nas samych.
Jadąc komunikacją miejską, można zauważyć, że niemal każdy przegląda w telefonie media społecznościowe, wiadomości, ogląda filmy, scrolluje Instagrama albo załatwia sprawy zawodowe. Te gadżety tak bardzo pochłaniają nasz umysł, że po prostu zapominamy, co dzieje się dookoła — tu i teraz. Dobrze, jeśli korzystamy z gadżetów zgodnie z celem, ale gdy pojawia się wolna chwila, z nudów wchodzimy w media społecznościowe, zaczynamy scrollować feed na Instagramie, przeglądać zdjęcia, a potem — nagle — nie wiadomo, gdzie podziało się 30 minut naszego życia.
Zdarzyło Ci się tak? Mózg wszedł w śpiączkę scrollowania. I najstraszniejsze jest to, że wcale nie chcemy się z niej wybudzać, bo w realnym świecie trzeba coś robić i rozwiązywać realne problemy.
Śpiączka scrollowania
Zastanówmy się, dlaczego wpadamy w śpiączkę scrollowania, uzależniamy się od mediów społecznościowych i nie potrafimy kontrolować czasu, jaki w nich spędzamy.
- Rezygnacja ze smartfona choćby na jeden dzień to prawdziwe wyzwanie. Taki stan ma swoją nazwę — fear of missing out. Niedawno do słownika Oxford wprowadzono termin "FOMO" (skrót od angielskiego "Fear of missing out"), oznaczający strach przed utratą informacji.
Osoby dotknięte tym zjawiskiem praktycznie „żyją” w mediach społecznościowych, bojąc się przegapić coś ważnego. Osoba, która stale przebywa w danej sieci, na przykład na Instagramie, uzależnia się od tzw. „dopaminowego bodźca”, który skłania ją, by wciąż być w centrum wydarzeń. Ominięcie czegoś odbierane jest jak katastrofa, więc scrollujemy feed przy każdej okazji.
- Algorytmy mediów społecznościowych są tak skonstruowane, byśmy stale chcieli tam wracać. Polubienia i komentarze pod postami aktywują te obszary mózgu, które odpowiadają za nagrodę. Co dzieje się w zdrowym mózgu? W tych obszarach dopamina wydziela się za każdym razem, gdy robimy coś pożytecznego — to sygnał, że warto to powtarzać. Dopamina uwalnia się na przykład, gdy zjemy coś smacznego, rozmawiamy z osobą, którą lubimy, albo otrzymujemy uznanie lub dobrą ocenę. Niestety alkohol i narkotyki również wywołują wydzielanie dopaminy.
Z mediami społecznościowymi jest podobnie. Smartfon to mały generator dopaminy: za każdym razem, gdy widzimy reakcje czy komentarze pod naszym postem — nawet gdy po prostu publikujemy zdjęcie siebie czy bliskich — wydziela się mikrodawka tego neuroprzekaźnika. Gdy polubień wydaje się za mało („przecież mogłoby być więcej”), pojawia się chęć opublikowania czegoś jeszcze. Stajemy się „mini-uzależnionymi” od mediów społecznościowych. I to już realny problem.
- I oczywiście sprawa nie dotyczy tylko naszych ograniczeń, ale też tego, jak inni ludzie je wykorzystują. Nieprzypadkowo treści w mediach społecznościowych są jaskrawe, dynamiczne i podawane w małych porcjach — bo właśnie to uwielbia nasz mózg. Wrażenie, że życie w mediach społecznościowych jest fajniejsze, łapie nas na haczyk, dlatego chcemy tam przebywać jak najdłużej.
Świetnie odczuwamy upływ czasu, gdy się nudzimy, ale gdy naszą uwagę przyciąga coś nowego, kolorowego i ładnego, zapominamy o czasie. Twórcy gier komputerowych i algorytmów mediów społecznościowych znają te ograniczenia ludzkiej natury i śledzą badania z neurofizjologii. Właśnie dlatego zdobyli tak skuteczną władzę nad naszą uwagą.
Dlaczego nastolatkowie i dorośli utykają w mediach społecznościowych?
Profilaktyka uzależnienia od gadżetów
Na początek warto zrozumieć, że to człowiek stworzył gadżety, więc to on powinien nad nimi panować, a nie odwrotnie. W przeciwnym razie człowiek po prostu staje się zależny i podporządkowany sztucznej inteligencji. Prowadzi to do rozdrażnienia, niezadowolenia z własnego życia przy porównywaniu go z fałszywymi ideałami oraz braku realnych osiągnięć. Aby pokonać ten problem, trzeba działać.
Poniżej kilka minimalnych, praktycznych sposobów kontrolowania siebie w starciu z gadżetami, które możesz zastosować już teraz:
- Przenieś ikony mediów społecznościowych (Instagram, Facebook itd.) na ostatnią stronę interfejsu telefonu albo w ogóle usuń je z ekranu głównego. W ten sposób ograniczysz bezmyślne scrollowanie feedów.
- Ustaw limit korzystania z telefonu/komputera. Świadomie wyznaczaj konkretny czas na pracę, sprawdzanie mediów społecznościowych, odpowiadanie na wiadomości. Na przykład 15 minut.
- Wyłącz powiadomienia, aby wchodzić i sprawdzać wszystko wtedy, kiedy sam(a) to zaplanujesz.
Podsumowanie
Oczywiście życie bez mediów społecznościowych jest możliwe, choć wciąż niewygodne. Ale wyobraź sobie, że nie sięgamy po telefon w każdej wolnej chwili, żeby scrollować i sprawdzać media społecznościowe. Co byśmy na tym zyskali?
Moglibyśmy dużo bardziej skupić się na chwili tu i teraz, na tym, jak fajnie jest poświęcać więcej czasu i uwagi bliskim, rodzinie, zagłębiać się w rozmowy. Stopniowo zaczynamy stawać się szczęśliwsi dzięki realnemu życiu, a nie temu wyimaginowanemu.
Stańmy się więc prawdziwymi panami swoich gadżetów i swojego czasu, aby nasze życie było naprawdę efektywne i produktywne. A najważniejsze — żywe.
Autorka artykułu: Victoria — mentorka platformy NWET

UK
EN


